Tajemnica w metrze: Co kryje ta wielka torba?
Metro pędziło przez tunel, a ja nie mogłem przestać patrzeć na starszą panią siedzącą naprzeciwko mnie.
Na podłodze przy jej nogach stała ogromna, kraciasta torba, która co chwilę dziwnie podskakiwała.
"Przepraszam najmocniej, czy w tej torbie jest jakieś zwierzę?"
– zapytałem z ciekawością.
Starsza pani spojrzała na mnie bardzo groźnie i mruknęła: "To nie jest sprawa dla kogoś tak młodego".
Nagle torba zatrzęsła się jeszcze mocniej, a ze środka dobiegł głośny dźwięk starej trąbki.
"Jezu, co to było?!"
– krzyknęła nagle kobieta z dzieckiem, przesuwając się na koniec wagonu.
"To pewnie niebezpieczny ładunek!"
– zawołał spanikowany student w okularach.
Pani westchnęła ciężko, wyciągnęła rękę i powoli zaczęła rozpinać wielki zamek błyskawiczny.
Wszyscy pasażerowie w wagonie nagle zamilkli, a ja czułem, jak adrenalina krąży w moich żyłach.
Z torby zaczęła wysuwać się długa, metalowa rura, a potem fragmenty dziwnego skafandra.
"Ostrzegam, dzwonię na policję!"
– wrzasnął pan w garniturze, szukając telefonu w kieszeni.
Niespodziewanie z torby wyskoczył młody mężczyzna w kompletnym stroju płetwonurka.
Poprawił maskę na twarzy, spojrzał na mapę metra i zapytał: "Czy dojechałem już do stacji Centrum?"
Starsza pani pokiwała głową i powiedziała: "Tak, kochany, ruszaj szybko na ten trening w fontannie".
Oniemiali ludzie obserwowali, jak nurek w płetwach wyskakuje z pociągu prosto na peron.